piątek, 8 sierpnia 2014

Wakacje na wsi

Minęło kilka dni, w głowie przewinęło się mnóstwo myśli. Chciałem opowiedzieć wstydliwą historię pomylenia chłodnika litewskiego z barszczem ukraińskim, chociaż zajadam go nie od dziś. Miałem chęć pożalenia się na spędzenie namiastki urlopu w towarzystwie równolatków uzależnionych od nikotyny, alkoholu, środków odurzających i jedzenia. Obiecywałem sobie już nigdy nie wspominać o czasie...tymCZASEM najwięcej emocji przyniósł dom - pisany małą literą z powodu arktycznego chłodu, który jest charakterystyczny dla tej strefy. Wbrew pozorom do zimna można się przyzwyczaić, ale ostatnio nawet pytań zabrakło. Po dziewięćdziesięciu dniach spędzonych w mieście wieś przestała być ciekawa; wieś zapomniała; wieś ma swoje problemy (z pewnością bardziej istotne), więc nie chce mieć ich więcej. Po prostu wieś zaakceptowała obecność wschodzącego mieszczucha, bo na czas obiadu trzeba było uszykować cztery talerze, a nie trzy naczynia. Miastowy musiał oglądać ciszę i łzy, o nic nie pytając. Mimo że tego nie widać, dzieje się wiele. Jedna z gałęzi młodszego pokolenia jeszcze nigdy nie była tak blisko doświadczenia starszej generacji. Drugi raz sąd stanie się polem bitwy, bo pierwsze kłamstwo już zostało wyryte na papierze. Nieprawda, w którą da się uwierzyć, i zły zamiar, który już wkrótce się dopełni. 

Mały człowiek, dla którego miałem być najlepszym wujem na świecie, będzie mnie znał nie pod pseudonimem wuja Mateusz, ale N.N. Kredyt zaufania został odrzucony, więc pora uzbroić się w obojętność, żeby przez telefon płakała tylko jedna słuchawka. 

wtorek, 22 lipca 2014

547

Zbyt perfekcyjnie robię notatki i zmywam podłogi. Miewam wahania nastroju, wątpliwości i zbyt często myślę o tym, jak bardzo chciałbym cofnąć czas, mimo że na przepraszam jest już za późno. Wciąż nie mam czasu, a Ty nie ustępujesz ani na krok. Wciąż życzysz mi dobrego dnia i snów najlepszych pod Księżycem. Jestem niecierpliwy i czasami muszę pobyć tylko w swoim towarzystwie. Dookoła wciąż widzę kruchy lód, który próbujesz ukryć przede mną pod jasnozieloną trawą. Nieustannie czekasz. Pięćset czterdzieści siedem podziękowań to za mało, więc niecierpliwie czekam na kolejny dzień, który bezbłędnie odbije się w naszych twarzach. 


piątek, 18 lipca 2014

Ciała zawsze zbyt wiele

Na fonetyce języka polskiego, którą zdawałem kilkakrotnie ze względu na kapryśność wykładowcy (mimo solidnych wyników), pada od lat to samo zdanie. Bez wątpienia zapamiętam je do końca życia. Przydługa definicja mechanizmu powstawania ludzkiego głosu nosi w sobie znamienne słowa: człowiek to jedność duszy i ciała. Skoro nie przegrałem swojego wnętrza, pozostało mi zadbanie o to drugie - wbrew pozorom lżejsze. Wskaźnik BMI jest całkiem w normie, lecz, niestety, jestem wzrokowcem i dla mnie zawsze coś może wyglądać lepiej, tym bardziej ciało. Jako że lato 2014 zaskakuje faktem, że znów spać nie mogę - dzień dobry, panowie z wiertarkami, młotkami i kosiarkami od szóstejdzień dobry, słońce, od 7 do 19, to przed pracą jakikolwiek wysiłek fizyczny odpada. Dotyczy to również bariery w postaci potencjalnych slalomów na chodnikach oraz serii niechcianych zatrzymań przed przejściami dla pieszych. Pozostaje mi dbać o siebie po pracy, czyli w nocy. Nie jestem systematyczny, więc drugie bieganie pod rząd można uznać za malutki sukces. Na dodatek efekty czuję (jeszcze nie widzę) już teraz! Lepsze samopoczucie oraz bolące nogi towarzyszą mi od przedwczoraj. Oczywiście nie da się wszystkiego przewidzieć, zwłaszcza skutków ubocznych - nie mam już ani mililitra wody, zjadłem ostatnie kostki czekolady, a na dodatek (o, zgrozo!) znów nie mogę zasnąć. A wszystko po to, by uwierzyć w słowa, które okrążają moją głowę niczym Ziemia Słońce i żeby nie umrzeć przed czterdziestką - głęboki oddech zwątpienia. 

czwartek, 17 lipca 2014

Walka o duszę

Nie zaczarujesz mnie komplementami, że wygląd to nie wszystko, ale od czegoś trzeba zacząć i ja mam świetny początek. Nie zdobędziesz mnie, mając w garści moje ego. Jezus Maria, gdzie ty byłeś przez ten cały czas? - moja niska samoocena podniosła się z kolan, ale tylko na chwilę. Jak bardzo nic o mnie nie wiesz, świadczy twoja pewność siebie o możliwości zmanipulowania mnie i zbliżenia się do mnie, dorzucając do tego dwie fajki spośród całej paczki z dala od kogokolwiek. 40 minut to nie półtora roku, więc nie możesz powiedzieć, że Ci się udało. Nie zagadasz mnie, ciągle mówiąc o mnie ani znajdując kilka cech wspólnych. Skąd wiesz, że wątpię? Skąd wiesz, że potrzebuję czegoś więcej? Skąd wiesz, jak wiele mam teraz? Odezwij się, jak już będziesz sam. Nie możesz mieć mnie, nie odbierając mi tego, co zwie się wszystkim. 

Cisza wygrała dawno temu. 



wtorek, 8 lipca 2014

Życie

Przewidywalność mojej pracy jest dokładnie taka sama jak to, że słońce wschodzi i zachodzi, a potem znowu wschodzi i (...) wschodzi. Wczorajszy późny wieczór miał być bardziej spokojny niż zwykle, bo na wiele minut deszcz, błyskawice i grzmoty zatamowały napływający ruch. Znalazło się jednak trzech śmiałków, którzy przerwali popołudniowo-wieczorną rutynę, wbiegając mokrzy od stóp do głów i nie mogący złapać oddechu, wołający o pomoc. Choć jest już ciszej, lżej i rzadziej w powietrzu, ja wciąż się zastanawiam, czy ich bieg i przemoczone ubrania oraz mój telefon uratowały nieznane nam życie. 

niedziela, 29 czerwca 2014

Panna Nikt

Jeszcze tydzień temu mógłbym ją scharakteryzować tak: pewna siebie, pyskata, obecna na każdym zdjęciu z każdej imprezy w każdym klubie, wyłudzająca ode mnie notatki od pierwszych zajęć pierwszego dnia, mistrzyni skręcania kostek, legitymująca się wyłącznie zwolnieniami lekarskimi, zagadująca mnie na śmierć, nie mająca problemów tylko z angielskim, mówiąca prawdę, chowająca swoje najgłębsze uczucia, twarda; ta, która wrzuciła mnie w tłum nieznanych mi ludzi na początku października i...od tego się zaczęło. Stojąc kilka dni temu przy kasie w supermarkecie, rozdzwonił się telefon. To Panna K., która, płacząc do słuchawki, wypowiedziała znamienne słowa: rzucam studia. Logopedia to nie jest moje miejsce. Nie wiem, co chcę robić w życiu. Nie dotrzymam obietnicy. Nie spędzimy kolejnych dwóch lat w jednej grupie. Przepraszam. (cisza) Wyjeżdżam do Anglii za niecały miesiąc

A ja przerywam, uspokajam, mistrzowsko próbuję udowodnić, że doskonale rozumiem i że nic się nie stało. Z jednej strony jest mi przykro, bo już nie raz pytałem ją, czy będzie walczyć do końca. Z drugiej strony - ja najlepiej wiem, jak to jest szukać siebie i swojego miejsca. 

Kiedy nasze szlaki powoli przestają rozciągać się gdzieś obok siebie, nagle się okazuje, że K. ma jakieś wnętrze, coś jednak czuje, przeżywa i jej zależy. Mimo że wiem, że sobie poradzi, martwię się, że wyjedzie i słuch po niej zaginie. 


piątek, 27 czerwca 2014

Nocą jest jaśniej

Albo dojdziemy do wniosku, że nie wystarcza nam już to, co jest najważniejsze, albo nasze serca wykrwawią się w tej samej sekundzie. Odrzucam alternatywę, w której jest miejsce na obojętny wzrok i chłód dłoni. Zawsze można również spaść ze ściany, zostawiając po sobie setki niebezpiecznych odłamków, które utkną na długie lata w poszewce wspólnej pamięci. Tylko dlaczego nocą, kiedy nikt mnie nie słyszy? Myślę do siebie, a za oknem znów blednie gęsta czerń.